W tym roku już po raz trzeci wziąłem udział jako wolontariusz w Wigilii z Ubogimi organizowanej przez wspólnotę Sant’Egidio. W poprzednich latach działałem w grupie, która odpowiedzialna jest za przygotowanie podarunków dla gości oraz w grupie, która zajmuje się logistyką i organizacją wydarzenia – przede wszystkim transportuje stoły i ławki, a następnie rozstawia je na sali. W zeszłym roku wybrałem się również w podróż po warszawskich lokalach gastronomicznych, w których prosiliśmy w imieniu wspólnoty o ugotowanie potraw wigilijnych i dostarczenie ich za darmo na miejsce Wigilii z Ubogimi. Tym razem spotkał mnie jednak niespodziewany zaszczyt. Każdy stół, przy którym siedzą ubodzy, ma dwóch gospodarzy, którzy dbają o usadowienie wszystkich na swoich miejscach (każde jest oznaczone imienną wizytówką) oraz ucztują później wraz z przybyłymi. Poproszono mnie, bym tym razem został właśnie takim gospodarzem, w związku z czym podczas samej Wigilii spędziłem wiele godzin rozmawiając z gośćmi. Mimo początkowych trudności, okazało się, że mam z nimi bardzo wiele wspólnych tematów do rozmowy. Spotkałem tam amatorów roweru, wielbicieli przeróżnych klubów sportowych, dawnych wokalistów zespołów szantowych, byłych piłkarzy (kolegę z drużyny Kuby Błaszczykowskiego i obecnego trenera Legii) i nałogowych słuchaczy muzyki. Wiele z tym rozmów nie było jednak z pewnością łatwych… Kilka osób opowiedziało mi, jak splot nieszczęśliwych wypadków i zło wyrządzone im ze strony innych ludzi zepchnęło ich w bezdomność: zostali wyrzuceni z domu przez małżonków, czy, pozostawiwszy wszystko, przyjechali do Warszawy za poznaną przez Internet miłością i oszukani trafili na ulicę.

Jak co roku Wigilia jest dla mnie niesamowitym przeżyciem i cały przedświąteczny tydzień poświęcam jej przygotowaniom. Pozwala mi prawdziwie przeżyć święta i zrozumieć, co oznaczają one dla mnie naprawdę.